Pskrawiec.pl
  • Strona główna
  • Odbierz prezent
  • Blog
    • Facebook Ads
    • LinkedIn Ads
    • Sklepy internetowe
    • Lead Ads
  • O mnie
  • Usługi
    • Facebook Ads
    • Google Ads
    • LinkedIn Ads
    • TikTok Ads
    • Content marketing
    • Konsultacje
  • Opinie
  • Kontakt
Archiwum

wrzesień 2026

Kobieta pisze na laptopie przy oknie, a na ekranie widać tekst tworzony w narzędziu AI do tworzenia treści
Automatyzacja zadańContent marketing

Claude, ChatGPT, czy Gemini? AI do tworzenia treści w małej firmie

przez Damian Żyła 30 września 2026

Claude, ChatGPT, czy Gemini? Który model AI wybrać do tworzenia treści w małej firmie w 2026 roku? (ranking)

Jesteś właścicielem małego biznesu i nie stać Cię na zespół specjalistów lub agencję, które poprowadzą marketing w Twojej firmie? Pewnie nie raz słyszałeś, że powinieneś skorzystać z AI, tylko nikt nie mówi jak i z którego narzędzia. Na rynku jest wiele popularnych modeli takich jak Claude, ChatGPT czy Gemini i ciężko jest podjąć decyzję, na który z nich warto się zdecydować. W tym artykule na kilku prostych przykładach sprawdzę który model AI najlepiej poradzi sobie z tworzeniem treści w małej firmie i w który najbardziej opłaca się zainwestować.

Na czym będzie polegał test Claude, ChatGPT i Gemini?

Być może słyszałeś o sekretnej umiejętności prompt engineeringu. To po prostu umiejętność pisania poleceń dla AI tak, żeby dokładnie wiedziała, czego od niej chcesz. Przydatna sprawa, ale większość właścicieli małych firm, jest na tyle zajęta swoim biznesem, że nie ma czasu, żeby się tego uczyć.

W praktyce wygląda to zapewne tak, że otwierasz czat, wpisujesz dwa zdania w stylu „napisz post o promocji X” i liczysz, że z resztą informacji AI sobie jakoś poradzi. Zapominasz podać grupę docelową, ton i długości tekstu, bo przy wielu obowiązkach na głowie po prostu o tym nie myślisz.

I właśnie na tym polegał mój test. Moje prompty były krótkie, pisane na szybko i dają narzędziom mało kontekstu. Chciałem sprawdzić, które AI najlepiej „domyśli się”, bądź „dorysuje” brakujące elementy układanki i wygeneruje dostateczny tekst, który będzie do wklejenia na stronę czy profil na Facebooku.

Każde narzędzie dostało te same polecenia w nowym czacie, a do oceny brałem pierwszą odpowiedź, bez poprawek, czy podawania kolejnych informacji. Testowałem darmowe wersje wszystkich trzech narzędzi, bo od nich zaczyna większość osób. W Gemini skorzystałem z modelu 3.1 Pro, a w Claudzie z Sonnet 5.5. W darmowym ChatGPT nie można wybrać konkretnego modelu, bo narzędzie dobiera go samo automatycznie, więc po prostu skorzystałem z bazowych ustawień.

Teksty w każdym teście będą ocenianie w 3 kategoriach:

  • naturalność – czy tekst brzmi jak napisany przez człowieka. Liczą się płynność, brak powtórzeń i typowych znaków AI, takich jak długie myślniki czy szablonowe frazy.
  • trzymanie się polecenia – czy AI uwzględniło wszystkie podane informacje, zrobiło to, o co prosiłem, i nie dopisało niczego od siebie.
  • gotowość do publikacji – czy tekst można od razu wkleić i opublikować, czy trzeba go jeszcze poprawiać.

Celem testu będzie sprawdzenie, który z najpopularniejszych modeli dostępnych na rynku pozwoli Ci zautomatyzować tworzenie tekstów przy jak najmniejszym wysiłku z Twojej strony.

ChatGPT, Claude i Gemini – czy jest między nimi jakaś różnica?

Sposób działania każdego z nich jest na pierwszy rzut oka jest identyczny. Wpisujesz polecenie i dostajesz odpowiedź. Schodząc na nieco bardziej specjalistyczny poziom każde narzędzie to model językowy (tzw. LLM), czyli program wytrenowany na ogromnej ilości tekstu, który m.in. potrafi pisać teksty, streszczać, odpowiadać na zapytania i wiele więcej. Różnice pomiędzy nimi można zauważyć dopiero w codziennej pracy. Na początek krótka charakterystyka bohaterów naszego dzisiejszego testu.

ChatGPT od firmy OpenAI to najbardziej znany i najbardziej uniwersalny model AI z tej trójki. Korzysta z niego ponad miliard osób miesięcznie, a obecnie wraz z Claude’em zajmuje czołowe miejsca w rankingach agentów AI, czyli modeli wykonujących złożone, wieloetapowe zadania.

Gemini to rozwiązanie od Google. Jego wyróżnikiem jest obecność w innych usługach tej firmy. Google wbudowuje funkcje Gemini w swoje najważniejsze produkty, takie jak wyszukiwarka (zapewne znane Ci AI overview, które wyskakuje ponad wynikami wyszukiwania w formie „Przeglądu AI”) i Gmail, więc wiele osób styka się z nim, nawet nie otwierając osobnej aplikacji Gemini.

Claude od firmy Anthropic przez długi czas był najmniej znany z tej trójki wśród zwykłych użytkowników. W ostatnich miesiącach bardzo mocno zyskał na popularności, głównie dzięki funkcjom agentowym, które pozwalają mu samodzielnie wykonywać całe zadania (np. dokonywać zmian w plikach na naszym komputerze), a nie tylko odpowiadać na pytania. Mimo, że wszystkie omawiane dzisiaj modele oferują takie możliwości, to Claude zdobył opinię jednego z najlepszych narzędzi w tej roli, szczególnie wśród dużych firm i programistów.

Który model AI jest najlepszy do pisania tekstów w 2026 roku?

Jeśli chcesz sprawdzić, który model AI wypada najlepiej w rankingach, nie tylko w tych związanych z generowaniem tekstu, ale także grafik, wideo czy kodowania to zajrzyj na stronę Arena.ai.

Sposób działania tego typu rankingu jest bardzo prosty i podobny do naszego dzisiejszego testu. Ktoś zadaje to samo pytanie, dostaje dwie odpowiedzi od anonimowych modeli i wybiera tę, którą uważa za lepszą. Z milionów takich głosów powstaje ranking.

Przyjrzyjmy się naszemu dzisiejszemu tematowi czyli rankingowi modeli pod kątem generowania tekstu.

Top 10 modeli w kategorii Creative Writing na Arena.ai (wrzesień 2026)

W kategorii kreatywnego pisania czołówkę dzielą między sobą modele Claude i Gemini. W rankingu Claude wydaje się najlepszy, ale różnice są naprawdę niewielkie. Dla uzupełnienia warto wspomnieć, że pierwszy model od OpenAI GPT-5.6-Sol-xhigh zajął 14 pozycję. Zobaczmy więc jak poradzą sobie wspomniane modele w naszym wewnętrznym teście.

Test nr 1 – post na Facebooku o nowości w menu

Zaczynamy od klasyka, czyli posta na Facebooka. Prowadzisz małą włoską restaurację i od piątku wprowadzasz do menu nową, jesienną pizzę. Chcesz, żeby jak najwięcej osób się o niej dowiedziało i wpadło spróbować, ale między jednym zamówieniem a drugim masz tylko kilka minut. Wpisujesz więc do AI parę zdań o swojej knajpie i prosisz o gotowy post.

Moje polecenie brzmiało:

Jestem właścicielem małej włoskiej restauracji Trattoria w Poznaniu. Robimy pizzę na cienkim cieście z pieca opalanego drewnem i domowe makarony.

Napisz post na fb, że od piątku mamy w menu nową pizzę z dynią, gorgonzolą i orzechami włoskimi za 42 zł. Nasz adres to ul. 3 maja 31, a rezerwacje można składać pod numerem +48 123 456 789

Niech tekst nie brzmi jak napisany przez AI i zachęci do odwiedzenia restauracji . Dodaj kilka emotek w tekście.

Post wygenerowany przez Gemini

Post na Facebooka o nowej pizzy z dynią, gorgonzolą i orzechami wygenerowany przez Gemini

Post zawiera wszystkie najważniejsze informacje, a emotki są użyte z wyczuciem i faktycznie coś wnoszą, jak przy wypisanych składnikach. Cena jest wpleciona w zdanie, a nie wrzucona jako osobny punkt, dzięki czemu tekst czyta się naturalnie. Gemini wykorzystał też kontekst, który mu podałem, i zaproponował połączenie pizzy z domowymi makaronami, gdy wpada się większą ekipą. Brakuje typowych dla AI myślników i dwukropków, a narracja jest poprowadzona tak, że bez większych poprawek trudno byłoby poznać, że ten post napisała sztuczna inteligencja. Na plus także hashtagi dopasowane do lokalizacji.

Wyniki:

  • Naturalność: 5/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 5/5
  • Razem: 15/15

Post wygenerowany przez Claude

Post na Facebooka o nowej pizzy z dynią, gorgonzolą i orzechami wygenerowany przez Claude.

Tu już jest słabiej. Zdanie „pojawia się nowa pizza: dynia, gorgonzola i orzechy włoskie” brzmi dziwnie. Zabrakło choćby nazwy dla pizzy, która naturalnie by je domknęła. Kolejne zdanie wymienia te same składniki, tylko z dodanymi przymiotnikami, więc masz wrażenie, że czytasz to samo drugi raz. Przy cenie pojawia się emotka z workiem pieniędzy, która może sugerować, że będzie drogo, a zapis „Cena: 42 zł” po dwukropku wygląda mocno jak typowy tekst z AI. Zakończenie znowu zaprasza na nową pizzę, czyli powtarza to, co już wiemy. Plusem są za to hashtagi.

Wyniki:

  • Naturalność: 2/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 2/5
  • Razem: 9/15

Post wygenerowany przez ChatGPT

Post na Facebooka o nowej pizzy z dynią, gorgonzolą i orzechami wygenerowany przez ChatGPT.

Początek jest lepszy niż u Claude’a, bo pizza z dynią, gorgonzolą i orzechami włoskimi pojawia się w normalnym zdaniu. Dalej wpadamy jednak w ten sam schemat. Tekst znowu opisuje składniki, a chwilę później pizza z dynią i gorgonzolą wraca po raz trzeci jako osobny punkt z ceną. Do tego mamy długi myślnik, czyli jeden z najbardziej charakterystycznych znaków tekstów pisanych przez AI (choć o poprawności dywizów, pauz, półpauz można długo pisać i to temat na osobny artykuł). Co ciekawe, ChatGPT jako jedyny nie dodał hashtagów.

Wyniki:

  • Naturalność: 2/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 3/5
  • Razem: 10/15

Podsumowanie testu nr 1

W tej rundzie zdecydowanie wygrywa Gemini. Przedstawił wszystkie informacje w naturalny sposób, cenę podał w formie zdanie, a emotki użył z wyczuciem, bez myślników i dwukropków, które wskazują na treści generowane przez AI. To zdecydowanie najbardziej atrakcyjna treść dla odbiorcy. Claude i ChatGPT wyraźnie od niego odstają. Pierwszy przez niezgrabne otwarcie i niefortunną emotkę przy cenie, drugi przez powtórzenia i brak hashtagów.

Dodatkowo sprawdziłem jeszcze jak poradził sobie płatny model Claude Opus 5.5, który zajmuje 1 miejsce w rankingu, ale ten również zastosował powtórzenia w tekście, co jego „słabszy” kolega. Bez dwóch zdań w tej rundzie Gemini górą.

Wynik rundy: Gemini 15 pkt, ChatGPT 10 pkt, Claude 9 pkt.

Test nr 2 – odpowiedź na negatywną opinię w Google

Teraz coś trudniejszego, bo zamiast zachęcać, trzeba ugasić mały pożar. Załóżmy, że prowadzisz salon fryzjerski i dostajesz w Google negatywną opinię na 2 gwiazdki od klientki, która czekała pół godziny mimo umówionej wizyty. Chcesz jej wyjaśnić, skąd wzięło się opóźnienie, ale przede wszystkim dać jej poczucie, że rozumiesz jej złość, naprawdę żałujesz, że tak wyszło, i zrobisz wszystko, żeby następnym razem było lepiej.

Moje polecenie brzmiało:

Mam mały salon fryzjerski w Krakowie, pracujemy w trzy osoby. Klientka wystawiła nam w Google opinię na 2 gwiazdki: „Mimo umówionej wizyty czekałam prawie 30 minut, a nikt nawet nie przeprosił. Sama fryzura w porządku, ale więcej nie przyjdę.”

Napisz odpowiedź na tę opinię. Tego dnia poprzednia klientka miała koloryzację, która przedłużyła się o pół godziny.

Odpowiedź ma być miła i nie może brzmieć jak tłumaczenie się na siłę. Niech nie wygląda na napisaną przez AI.

Odpowiedź wygenerowana przez Gemini

Odpowiedź na negatywną opinię w Google dla salonu fryzjerskiego wygenerowana przez Gemini.

Gemini poradził sobie dobrze. Najbardziej podoba mi się sformułowanie „daliśmy plamę z komunikacją”, bo tak mógłby napisać prawdziwy właściciel salonu, a nie dział obsługi klienta. Fajnym akcentem jest też zakończenie z obietnicą, że przy kolejnej wizycie nie zabraknie dobrej kawy na czas. To nie jest rabat, ale miły gest, który pokazuje dobrą wolę. Minusem jest myślnik w drugim zdaniu, choć krótki, więc nie rzuca się aż tak w oczy. Tekst jest też dość długi i miesza „przepraszamy” z „przepraszam”.

Wyniki:

  • Naturalność: 4/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 4/5
  • Razem: 13/15

Odpowiedź wygenerowana przez Claude

Odpowiedź na negatywną opinię w Google dla salonu fryzjerskiego wygenerowana przez Claude.

Claude ponownie wypada słabo. W pierwszych zdaniach zwraca się do klientki raz per „Państwo”, a zaraz potem per „Pani”, a do tego „mieliście” i „mieliśmy” pojawiają się tuż obok siebie. Całość jest poprawna, ale sucha i czyta się ją dość topornie. Na plus trzeba za to zaliczyć dodatkowe podpowiedzi i krótszą wersję odpowiedzi oraz kilka praktycznych uwag, np. żeby nie proponować rabatu w publicznej odpowiedzi, bo może to wyglądać na próbę kupienia lepszej oceny. To cenna rada, której nie dały pozostałe modele.

Wyniki:

  • Naturalność: 2/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 3/5
  • Razem: 10/15

Odpowiedź wygenerowana przez ChatGPT

Odpowiedź na negatywną opinię w Google dla salonu fryzjerskiego wygenerowana przez ChatGPT.

Tutaj ChatGPT trafił w punkt. Odpowiedź zaczyna się od tego, co klientkę zabolało najbardziej, czyli od braku zwykłego „przepraszamy”. Jest krótkie wyjaśnienie, co się stało, ale od razu idzie za nim zrozumienie jej perspektywy, że przyszła na umówioną godzinę, więc czekanie nie było w porządku, a salon powinien był ją o tym poinformować. Na koniec pojawia się nadzieja, że da jeszcze szansę. Całość brzmi naturalnie i bez większych poprawek można by ją opublikować. Na plus także krótkie wyjaśnienie pod spodem, dlaczego taki ton działa.

Wyniki:

  • Naturalność: 5/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 5/5
  • Razem: 15/15

Podsumowanie testu nr 2

Tę rundę minimalnie wygrywa ChatGPT. Jego odpowiedź jest krótka, naturalna i najlepiej stawia się po stronie klientki. Gemini depcze mu po piętach dzięki luźnemu, ludzkiemu językowi i gestowi z kawą, ale przegrywa przez drobne potknięcia. Claude dał najbardziej wartościowe wskazówki, jednak sama odpowiedź brzmi zbyt sztywno.

Wynik rundy: ChatGPT 15pkt, Gemini 13 pkt, Claude 10 pkt.

Test nr 3 – mail do klientów swojej firmy

Na koniec zmieniamy kanał i sprawdzamy, jak AI radzi sobie z mailem. Prowadzisz małą szkołę językową w Rzeszowie i od listopada ruszasz z zapisami na nowy kurs angielskiego dla dzieci. Chcesz dać znać rodzicom, którzy już Ci zaufali, ale wiesz, że ich skrzynki pękają w szwach. Mail musi mieć temat, który zachęci do otwarcia, i treść, którą da się szybko przeczytać.

Moje polecenie brzmiało:

Prowadzę małą szkołę językową w Rzeszowie. Uczymy głównie dzieci i młodzież, w małych grupach do 6 osób.

Napisz maila do rodziców, których dzieci już u nas się uczyły, że od listopada ruszają zapisy na kurs angielskiego dla dzieci w wieku 7–10 lat. Zajęcia dwa razy w tygodniu, 280 zł miesięcznie, pierwsza lekcja gratis. Zapisy mailowo albo pod numerem 600 200 300.

Dodaj temat maila. Niech całość brzmi tak jakby nie pisała tego sztuczna inteligencja.

Mail wygenerowany przez Gemini

Mail do rodziców o zapisach na kurs angielskiego dla dzieci wygenerowany przez Gemini.

Gemini zaczyna od zdania „mam nadzieję, że u Państwa wszystko w porządku”, które niczego nie wnosi, a przecież prosiłem wprost o krótki mail bez lania wody. Poza tym język jest naturalny i przyjemny w odbiorze.

W mailu mamy kilka wypunktowań. O ile w krótkim poście na Facebooka takie listy byłyby zbędne, to mail jest dłuższy, a takie rozwiązanie pomaga rodzicowi szybko wyłapać konkrety. Wyróżnienie „dla kogo, jak często, ile kosztuje” akurat mu w tym pomaga, więc w tym przypadku traktuję to jako drobny minus, a nie poważny błąd. Gorzej, że Gemini przekręcił jedną informację. W poleceniu grupy liczą maksymalnie 6 osób, a w mailu wyszło, że liczba miejsc jest ograniczona do 6, jakby w całym kursie było tylko 6 miejsc. Poza tym same zdania mają naturalny styl i dobrze się je czyta, więc to na duży plus.

Wyniki:

  • Naturalność: 3/5
  • Trzymanie się polecenia: 4/5
  • Gotowość do publikacji: 3/5
  • Razem: 10/15

Mail wygenerowany przez Claude

Mail do rodziców o zapisach na kurs angielskiego dla dzieci wygenerowany przez Claude.

Claude napisał najlepszy temat maila. Jako jedyny umieścił w nim darmową pierwszą lekcję, czyli najmocniejszy argument, żeby wiadomość w ogóle otworzyć. W treści są wszystkie informacje i nic nie zostało dopisane od siebie. Na plus także sposób, w jaki podał darmową lekcję: jako odpowiedź na wątpliwości rodzica, który nie wie, czy kurs będzie dla dziecka odpowiedni. Pod mailem znalazły się też dwie przydatne uwagi, np. żeby dopisać dni i godziny zajęć, bo rodzice zapytają o to w pierwszej kolejności.

Minusy? Znowu miesza formy grzecznościowe, tak jak w poprzednim teście: jest „do Państwa”, a chwilę później „Wasze dziecko” i „znacie”. Do tego całość wygląda jak ściana tekstu. Wszystkie konkrety są rozrzucone po akapitach, więc osoba, która tylko przeleci wzrokiem po mailu, może mieć problem z szybkim znalezieniem ceny czy częstotliwości zajęć.

Wyniki:

  • Naturalność: 4/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 3/5
  • Razem: 12/15

Mail wygenerowany przez ChatGPT

Mail do rodziców o zapisach na kurs angielskiego dla dzieci wygenerowany przez ChatGPT

ChatGPT napisał mail krótki i konkretny, z kompletem informacji. Cenę i darmową lekcję wyróżnił w osobnych linijkach, co w mailu ma sens z tego samego powodu co u Gemini. Fajnym pomysłem jest prośba o polecenie kursu znajomym, choć „mały kandydat do nauki angielskiego” brzmi trochę niezgrabnie.

Całość zdradzają jednak myślniki, w tym długi myślnik w treści, jeden z najbardziej charakterystycznych znaków AI. Temat maila nie wspomina o darmowej lekcji, więc traci najmocniejszy argument. ChatGPT dopisał też od siebie, że liczba miejsc jest ograniczona i warto zgłosić się wcześniej, co można traktować jako plus.

Wyniki:

  • Naturalność: 3/5
  • Trzymanie się polecenia: 5/5
  • Gotowość do publikacji: 4/5
  • Razem: 12/15

Podsumowanie testu nr 3

Tę rundę wygrywa minimalnie Claude. Jego mail ma najlepszy temat, jest napisany ludzkim językiem i nie przekręca żadnej informacji, choć przydałoby mu się wyróżnienie najważniejszych konkretów. ChatGPT zajmuje drugie miejsce dzięki zwięzłości, ale traci przez myślniki i słabszy temat. Gemini zamyka stawkę przez niepotrzebny wstęp, pozostałości szablonu i przeinaczenie limitu miejsc.

Wynik rundy: Claude 13 pkt, ChatGPT 12 pkt, Gemini 10 pkt.

 

Podsumowanie testu

Gemini Claude ChatGPT
Test 1: post na Facebooka
Naturalność 5 2 2
Trzymanie się polecenia 5 5 5
Gotowość do publikacji 5 2 3
Wynik testu 15 9 10
Test 2: odpowiedź na opinię
Naturalność 4 2 5
Trzymanie się polecenia 5 5 5
Gotowość do publikacji 4 3 5
Wynik testu 13 10 15
Test 3: mail do klientów
Naturalność 3 4 3
Trzymanie się polecenia 3 5 5
Gotowość do publikacji 3 3 4
Wynik testu 10 12 12
RAZEM 38 31 37

Najwięcej punktów zebrał Gemini, ale tuż za nim, z jednym punktem straty, jest ChatGPT. Najsłabiej w punktacji wypadł Claude, który sporo oczek zgubił w kategorii gotowości do publikacji, co podkreśla to, że jednoznacznie zajmuje ostatnie miejsce w zestawieniu.

Kategoria (suma z 3 testów) Gemini Claude ChatGPT
Naturalność 12 8 10
Trzymanie się polecenia 14 15 15
Gotowość do publikacji 12 8 12

Gemini najlepiej poradził sobie z krótkimi, lekkimi formami. Jego post na Facebooka był najbardziej naturalny z całego testu i nadawał się do publikacji bez poprawek. Potknął się dopiero w mailu, gdzie przekręcił jedną informację, a przy tekstach kierowanych bezpośrednio do klientów to prawdziwy problem.

ChatGPT wypadł najrówniej i najlepiej wyczuł ton w trudnej sytuacji, czyli przy odpowiedzi na negatywną opinię. Jego słabością są typowe dla AI nawyki, takie jak długie myślniki i powtórzenia, które trzeba wyłapać przed publikacją.

Claude najsłabiej radził sobie z krótkimi tekstami i dwukrotnie pomylił formy grzecznościowe. Zaskoczył za to czymś, czego nie dali inni: praktycznymi wskazówkami, np. żeby nie proponować rabatu w publicznej odpowiedzi. W mailu napisał najlepszy temat i nie przekręcił żadnej informacji.

Który model AI wybrać do tworzenia treści?

Jeśli prowadzisz małą firmę i chcesz szybko tworzyć posty do social mediów, dobrym wyborem będą zarówno Gemini, jak i ChatGPT. W moim teście Gemini pisał najbardziej naturalnie i jego teksty najczęściej nadawały się do publikacji bez poprawek, szczególnie krótki post. ChatGPT był za to najbardziej równy i najlepiej wyczuł ton w trudniejszej sytuacji, gdy trzeba było odpowiedzieć na negatywną opinię. Różnice między nimi są jednak niewielkie.

Pamiętaj, że ten test to tylko wskazówka. Każdy korzysta z AI trochę inaczej i komuś innemu może bardziej przypaść do gustu styl, który mnie nie przekonał. Za płatną subskrypcję zapłacisz około 100 zł miesięcznie, dlatego najlepiej sprawdzić to na własnej skórze. Przez miesiąc korzystaj z jednego narzędzia, przez kolejny z drugiego i zobacz, którego odpowiedzi bardziej Ci odpowiadają.

Niezależnie od tego, na które się zdecydujesz, pamiętaj o jednym. Lepiej napisany prompt potrafi mocno poprawić wynik każdego z tych narzędzi. Jeśli chcesz zobaczyć, jak to zrobić w praktyce, przeczytaj nasz wpis o tym, jak napisać skuteczny opis produktu z AI. Pokazujemy w nim na przykładach, w jaki sposób pisać polecenia, żeby odpowiedzi były jak najbardziej zgodne z Twoimi oczekiwaniami.

A jak to wygląda u Ciebie? Daj znać w komentarzu, z którego narzędzia obecnie korzystasz i dlaczego.

30 września 2026 0 komentarzy
0 FacebookTwitterLinkedinEmail
Generowanie opisu produktu z AI – dłonie na klawiaturze i holograficzny interfejs sztucznej inteligencji.
Automatyzacja zadańSklepy internetowe

Jak napisać skuteczny opis produktu z AI? – przykłady

przez Damian Żyła 29 września 2026

Jak z pomocą AI napisać opisy produktów, które sprzedają?

Otwierasz sklep internetowy albo prowadzisz go już od dawna, ale opisy produktów to wciąż sucha specyfikacja od producenta, z których klient dowie się co najwyżej, ile coś mierzy i waży? Postanawiasz to zmienić, więc wklejasz nazwę produktu w ChatGPT albo Claude i prosisz o przygotowanie opisu, który zachęci klientów do kupna. Po chwili dostajesz wygenerowaną przez sztuczną inteligencję papkę, która mówi o  „wysokiej jakości”, „perfekcyjnym wyborze” i „kwintesencji nowoczesności”.

Brzmi ładnie, tylko że taki sam opis znajdziesz na pierwszej lepszej stronie swojej konkurencji. W tym artykule pokażę Ci, jak tworzyć skuteczne opisy produktów z AI, które naprawdę przekonują do zakupu. Zrobię to na konkretnych przykładach. Na końcu znajdziesz krótką checklistę, dzięki której sprawdzisz, czy Twój opis spełnia najważniejsze punkty przekonującego tekstu reklamowego.

Dlaczego opisy produktów z AI często brzmią tak samo?

Sztuczna inteligencja to naprawdę świetne narzędzie. Potrafi tłumaczyć trudne zagadnienia, pisać teksty, streszczać raporty, generować obrazy i filmy, a nawet za pomocą agentów AI dokonywać za nas zmian w plikach na naszym komputerze.

Nic dziwnego, że wiele osób zakłada, że opis produktu to dla niej bułka z masłem. Wystarczy napisać krótkiego prompta, wrzucić nazwę produktu, zdjęcia i specyfikację, a po chwili dostaniemy opis, który magicznie zwiększy sprzedaż w naszym sklepie. Niestety, tak to nie działa :(.

ChatGPT, Claude i inne modele językowe uczyły się na ogromnej liczbie tekstów, w dużej mierze pochodzących z Internetu. Nie znają Twojego produktu tak jak Ty. Na podstawie tego, co przeczytały, przewidują, jakie słowa najlepiej pasują do Twojego polecenia. A jak wygląda przeciętny opis produktu w sieci? Wysoka jakość, perfekcyjny wybór, elegancja na każdą okazję. Skoro takich tekstów jest pełno, to właśnie takie zwroty AI uznaje za najbardziej pasujące.

Stąd prosta zasada: ogólne polecenie daje ogólny opis. To tak jakby wejść do restauracji i poprosić kelnera o „coś do jedzenia”. Pewnie nie wyjdziesz głodny, ale na kolację, o której będziesz opowiadać znajomym, raczej nie masz co liczyć.

Czy to znaczy, że AI do tworzenia opisów się nie nadaje? Wręcz przeciwnie. Problem polega na tym, że często uważamy AI za jasnowidza, a nie doceniamy jej jako narzędzia do pracy. Da się z nią uzyskać naprawdę świetne opisy produktów, tylko trzeba wiedzieć, jak odpowiednio ją do tego celu wykorzystać.

Kontekst to podstawa skutecznego opisu produktu z AI

Wygenerować opis produktu jest łatwo. Wygenerować dobry opis produktu, to już nie lada wyzwanie.

Wyobraź sobie, że masz salon z męskimi garniturami i zatrudniasz nowego sprzedawcę. Pierwszego dnia prowadzisz go na sklep i mówisz mu tylko: „sprzedawaj”. Ma on zero informacji o tym, kto do Was przychodzi, o co pytają klienci i czym Wasze garnitury różnią się od tych, które sprzedaje konkurencja. Jak myślisz, ile sztuk sprzeda?

Z AI jest dokładnie tak samo. Sztuczna inteligencja może być świetnym copywriterem sprzedażowym, ale nie zna Twojego sklepu, Twoich klientów ani Twojego produktu. Wszystko, czego nie powiesz jej wprost, będzie musiała sobie dopowiedzieć. A żeby zminimalizować ryzyko błędu, będzie lała wodę, tylko po to, żeby przygotować jakiś opis. W końcu o to ją poproszono, prawda? 😉

Dlatego im więcej informacji na temat produktu i swoich klientów wprowadzisz na starcie swojego polecenia tym lepsze wyniki uzyskasz.

Jeśli piszesz do wszystkich, to piszesz do nikogo

Najczęstszy błąd? Generyczny opis pod SEO, który próbuje trafić do każdego. Garnitur „idealny na ślub, do biura i na formalne spotkania”, albo laptop „do gier, pracy i i oglądania filmów”, może i brzmi uniwersalnie, ale czy przekonująco?

Weźmy pod lupę laptopa. Student z ograniczonym budżetem potrzebuje sprzętu do robienia notatek na wykładach, pisania pracy dyplomowej i oglądania seriali wieczorem. Karta graficzna, która uciągnie najnowsze gry, jest mu zupełnie obojętna. Za to bardzo go obchodzi, czy laptop wytrzyma cały dzień na uczelni bez ładowarki, ile waży i czy nie przepłaci za funkcje, z których nigdy nie skorzysta.

Nastolatek, któremu zależy na granie w najnowsze gry, patrzy na laptopa zupełnie inaczej. Bateria nie ma dla niego dużego znaczenia, bo i tak gra przy biurku. Liczy się dla niego to, czy jego ulubiona gra będzie działała płynnie, a ekran nadąży za szybką akcją i czy laptop nie zacznie się szybko przegrzewać.

Z kolei menedżer zespołu szukający laptopa biznesowego potrzebuje sprzętu, który bez zawieszania się otworzy naraz kilkanaście kart, arkusze i wideorozmowę. Zależy mu też, żeby laptop dobrze prezentował się na spotkaniu z klientem. Dużym plusem będzie również ekran dotykowy, dzięki któremu podczas szkolenia szybko zaznaczy coś na wykresie.

Jeden produkt, trzech klientów i trzy zupełnie różne powody zakupu. Opis, który próbuje zadowolić wszystkich naraz, zamienia się w listę haseł, w której nikt nie znajdzie odpowiedzi na swoje najważniejsze pytanie.

Na szczęści nie musisz pisać trzech opisów do jednego laptopa. Musisz za to wiedzieć, dla kogo jest dany produkt i kto najczęściej kupuje go w Twoim sklepie. To potrzeby tej osoby powinny znaleźć się na pierwszym planie.

Osoba pisząca na klawiaturze laptopa i robiąca notatki w zeszycie, planująca skuteczny opis produktu.

Specyfikacja od producenta to dopiero początek

Skoro wiesz już, do kogo piszesz, to teraz pora zastanowić się, co właściwie masz tej osobie do powiedzenia. Wiele sklepów zaczyna i kończy na danych od producenta: skład, fason, zastosowanie, kolor. Uruchamiają ChatGPT, wklejają je i liczą, że AI zrobi z tego opis, który sprzedaje.

Problem w tym, że te same „techniczne” dane dostały wszystkie sklepy, które sprzedają ten produkt. Jeśli wybrane narzędzie AI dostanie od Ciebie tylko je, napisze mniej więcej tak samo ogólne teksty co u konkurencji. Klient nie znajdzie powodu, żeby kupić akurat u Ciebie, a wyszukiwarka nie będzie miała powodu, żeby pokazać akurat Twoją stronę.

Przed uruchomieniem AI zbierz wszystkie najważniejsze informacje, których nie znajdziesz w żadnej tabelce od producenta. Mogą to być:

  • pytania, które klienci zadają najczęściej na czacie, mailowo albo przez telefon,
  • powody zwrotów, bo pokazują, czego opis wcześniej nie wyjaśnił (w branży odzieżowej to często zbyt wysoka lub zbyt niska rozmiarówka albo odcień inny niż na zdjęciu),
  • wnioski z opinii, zarówno tych zachwyconych, jak i tych krytycznych,
  • Twoje doświadczenie z produktem: czy tkanina się gniecie, jak wygląda w dziennym świetle, z czym klienci najczęściej ją zestawiają,
  • przewagi Twojego sklepu, na przykład darmowa wymiana rozmiaru, poprawki krawieckie albo pomoc w doborze stylizacji.

Oczywiście zgromadzenie ich wszystkich może być trudne, ale już dwie, trzy informacje sprawią, że AI będzie mogło działać na konkretach, a Twój opis będzie lepiej odpowiadał na potrzeby odbiorców.

Jeśli masz czas tylko na jedną rzecz, zacznij od pytań klientów. Marcus Sheridan w książce „Co chce wiedzieć klient” opisuje swoją autorską metodę They Ask, You Answer, czyli „Oni pytają, Ty odpowiadasz”. Jej sedno jest proste: pytania, które klienci zadają najczęściej, to najlepsza podpowiedź, o czym pisać. Każde z nich zapisz i wklej później do prompta, bo to materiał, którego AI samo nigdy nie wymyśli. Jak zamienić te pytania w konkretne fragmenty opisu, pokażę Ci za chwilę.

Co wyróżnia dobry opis produktu w e-commerce?

Czas ustalić, czego oczekujmy od gotowego tekstu. To ważne, bo jeśli sam nie wiesz, jak wygląda dobry opis produktu, trudno Ci będzie ocenić, czy ten wygenerowany przez AI się do czegoś nadaje. Poniżej znajdziesz sześć cech, którymi dobre opisy powinny się wyróżniać. Możesz potraktować je jako osobistą checklistę.

1. Mówi językiem korzyści

Stary, dobry i wszystkim znany w copywritingu język korzyści. No prawie wszystkim. W wielu sklepach internetowych bardzo często okazuje się jednak, że opis przypomina listę cech: pojemność, skład, wymiary. Wszystko się zgadza, przecież są to bardzo istotne informacje. Problem polega na tym, że często na tym opis się kończy, a klient zostaje z pytaniem: i co mi z tego?

Zapamiętaj:
Cecha mówi, jaki jest produkt. Korzyść mówi, co klient dzięki niemu zyskuje.

Nie chodzi o to, żeby wyrzucić parametry produktu z opisu. Chodzi o to, żeby przy każdej ważnej cesze zaznaczyć, co z niej pozytywnego wynika dla właściciela.

Produkt i cecha Korzyść dla klienta
Laptop z baterią 100 Wh Bateria wytrzymuje do 10 godzin pracy bez ładowania, dzięki czemu spokojnie przetrwasz cały dzień na uczelni bez ładowarki.
Garnitur z wełny z dodatkiem elastanu Dzięki dodatkowi elastanu materiał delikatnie się rozciąga, więc swobodnie usiądziesz przy weselnym stole i przetańczysz całą noc, a marynarka nie będzie krępować Twoich ruchów.
Krem o żelowej konsystencji Lekki żel wchłania się w kilka chwil, więc makijaż nałożysz od razu po nim, bez czekania i bez obaw, że podkład zacznie się rolować.

Widzisz różnicę? Przeczytaj cechę produktu i zapytaj „no i co z tego?”. Jeśli opis nie odpowiada na to pytanie, brakuje w nim korzyści.

2. Stawia na konkrety zamiast oklepanych frazesów

„Wysoka jakość”, „wyjątkowy design”, „idealny na każdą okazję”. Takie zwroty pasują do większości ciuchów w każdym sklepie odzieżowym, więc nie przekonują nikogo. Klient skanuje je wzrokiem, ale z pewnością nie powodują one, że wzrasta jego chęć do zakupu.

Zamiast okrągłych słów i obrazowych przymiotników podaj fakt, który go udowadnia:

Zamiast Napisz
Bardzo wytrzymała obudowa Wytrzymała obudowa wykonana z włókna węglowego
Garnitur wysokiej jakości Garnitur uszyty ze 100% wełny
Wyjątkowo pojemna lodówka Lodówka o pojemności 360 litrów

Czy to znaczy, że określenia typu „elegancki” czy „stylowy” trzeba wyrzucić z opisu raz na zawsze? Niekoniecznie. W branżach, gdzie liczą się emocje i wizerunek, jak moda, biżuteria czy kosmetyki, takie słowa budują nastrój i pomagają klientowi wyobrazić sobie, jak będzie się czuł z produktem. Garnitur ma przecież sprawić, że poczujesz się elegancko.

Problem pojawia się wtedy, gdy na takich słowach opis się kończy. Dlatego w takich sytuacjach łącz okrągłe słowa z konkretem, który je uzasadnia.

Zamiast: Elegancki garnitur, który podkreśli Twój styl.

Lepiej: Elegancki garnitur ze 100% wełny w odcieniu butelkowej zieleni, z taliowaną marynarką, która optycznie wysmukli Twoją sylwetkę.

W pierwszym przykładzie klient musi uwierzyć na słowo, że garnitur jest elegancki. W drugim klient wie, skąd się ona bierze.

3. Odpowiada na pytania, zanim klient je zada

Wracamy do metody Marcusa Sheridana „Oni pytają, Ty odpowiadasz”. Pytania zebrane z czatu, maili i opinii zamieniasz w konkretne fragmenty opisu. Każde pytanie bez odpowiedzi to moment zawahania, a zawahanie często kończy się zamknięciem karty i szukaniem informacji u konkurencji.

W przypadku mebli do samodzielnego montażu klienci często zastanawiają się, ile czasu zajmie im złożenie szafy i czy poradzą sobie sami, bez specjalistycznych narzędzi. Z kolei w opisach zwykle znajdziemy wymiary, kolor i materiał, ale informacji o montażu często brakuje. Informacja w stylu „złożenie zajmuje około 2 godzin, do postawienia szafy potrzebne są dwie osoby” pozwala zaplanować sobotę i poprosić kogoś o pomoc, zamiast zorientować się dopiero w połowie skręcania, że sami nie damy sobie rady.

Jeśli dopiero zaczynasz i nie zebrałeś jeszcze listy pytań od klientów, to możesz skorzystać z kilku pomysłów. Pamiętaj, że Twoi przyszli klienci już zadają pytania, tylko niekoniecznie na Twojej stronie internetowej.

Zajrzyj do opinii i sekcji z pytaniami przy podobnych produktach w innych sklepach i na platformach sprzedażowych. Przejrzyj komentarze pod postami konkurencji w social mediach, grupy tematyczne na Facebooku i fora. Szczególnie cenne są negatywne opinie u konkurencji. Jeśli ktoś narzeka, że do zabawki dla dziecka nie dorzucono baterii, masz gotową podpowiedź, na co zwrócić uwagę we własnym opisie.

Możesz też przegadać temat z AI. Co prawda nie zna ona Twoich klientów, ale świetnie sprawdzi się jako partner do burzy mózgów. Wystarczy, że wpiszesz prompt w stylu:

Jestem właścicielem sklepu internetowego z meblami do samodzielnego montażu. Moimi klientami są głównie osoby urządzające pierwsze mieszkanie, które mają ograniczony budżet i niewielkie doświadczenie w skręcaniu mebli.

Przedstaw mi 5 najczęstszych pytań i obaw, które mogą mieć moi klienci przed zakupem szafy i które mogą ich powstrzymać przed dodaniem produktu do koszyka. Przy każdym pytaniu napisz krótko, dlaczego ta obawa się pojawia i jaka informacja w opisie produktu mogłaby ją rozwiać.

Zobaczmy jak z tym zadaniem poradził sobie Claude.

Odpowiedź AI z listą 5 obaw klientów blokujących decyzję o zakupie szafy

Zaproponowane pytania są sensowne, a poprosiłem Claude o wskazanie zaledwie pięciu. Jeśli poprosisz o kolejnych piętnaście z pewnością wybierzesz trzy-cztery najważniejsze, które z dużym prawdopodobieństwem będą odpowiedzią na główne obawy Twoich klientów.

4. Mówi do klienta jego językiem

Dany produkt możesz opisać sztywno jak w instrukcji obsługi albo swobodnie, jakby polecał go znajomy. Wybór zależy od charakteru Twojego biznesu i od tego, kto u Ciebie kupuje.

Weźmy sklep ze sprzętem medycznym dla seniorów. Opis w stylu „Siema! Ten ciśnieniomierz to totalny sztos 😎” raczej nie przekona pani Krystyny, która chce po prostu wiedzieć, czy poradzi sobie z urządzeniem bez pomocy wnuka. Tu lepiej sprawdzi się spokojny ton i forma „Państwo”:

Ciśnieniomierz ma duży, czytelny wyświetlacz i obsługuje się go jednym przyciskiem, dzięki czemu pomiar wykonają Państwo samodzielnie.

O wiele lepiej, prawda?

W sklepie z kosmetykami działa to odwrotnie. Klientki szukają porady, więc sprawdzi się ciepły ton i zwracanie się na „Ty”, trochę jak rozmowa z koleżanką, która zna się na pielęgnacji:

Twoje usta w zimie pękają, a pomadka zamiast je ratować, tylko podkreśla suche skórki? Ten balsam z masłem shea otula usta cienką warstwą, dzięki czemu zimny wiatr na przystanku przestanie być ich największym wrogiem.

Niezależnie od wybranego tonu trzymaj się go w całym sklepie. Jeśli jeden opis mówi „Ty”, a drugi „Szanowna Klientko”, klient ma wrażenie, że trafił do dwóch różnych firm.

5. Da się go przeskanować wzrokiem w kilka sekund

Mało kto czyta opis produktu od pierwszego do ostatniego słowa. Klienci zazwyczaj skanują stronę w poszukiwaniu jednej informacji, która ich interesuje. Jeśli trafią na ścianę tekstu, po prostu odpuszczą dalsze czytanie.

Dlatego o wyglądzie opisu warto myśleć tak samo jak o jego treści. Krótkie akapity czyta się dużo wygodniej niż jeden długi blok, a kilka pogrubionych słów pozwala wyłapać najważniejsze informacje nawet przy szybkim skanowaniu tekstu. Trzeba jednak uważać, żeby nie przesadzić w drugą stronę. Jeśli pogrubisz połowę opisu, to fragmenty te przestaną się wyróżniać, a tekst zamiast przejrzysty zrobi się męczący dla oka.

Przy dłuższych opisach świetnym rozwiązaniem są krótkie sekcje z nagłówkami. Na przykładzie opisu kremu mogą to być na przykład:

  • Dla kogo?
  • Jak stosować?
  • Skład

Dzięki temu klientka od razu przeskoczy do tego, co ją interesuje i nie będzie musiała czytać całego tekstu.

6. Wspiera SEO sklepu internetowego

Dobre opisy produktowe nie tylko zachęcają klientów do konwersji, ale też odgrywają dużą rolę w tym, żeby w ogóle Twoje produkty i strona pozycjonowały się wysoko w wynikach wyszukiwania. Dlatego warto wpleść w tekst frazy, które ludzie faktycznie wpisują w Google, na przykład „krem nawilżający do cery suchej”.

Łatwo tu jednak wpaść w pułapkę. Narzędzia SEO często podpowiadają, ile razy dana fraza powinna się pojawić w tekście, i kusi nas, żeby wcisnąć ją wszędzie, gdzie się da. Efekt? Klient czyta w pięciu kolejnych zdaniach o „kremie nawilżającym do cery suchej” i ma wrażenie, że czyta coś przygotowanego przez automat, a nie człowieka, który chce pomóc mu rozwiązać problem.

Tekst napakowany słowami kluczowymi może i poprawi Twoją widoczność w wyszukiwarce, ale co z tego jeśli użytkownicy po kilku zdaniach bełkotu wyłączą Twoją stronę?

Opis tworzysz przede wszystkim dla człowieka. Dlatego też frazy wplataj z wyczuciem, tam, gdzie naturalnie pasują do zdania. Jeśli coś brzmi sztucznie, to znak, że lepiej użyć synonimu albo po prostu odpuścić. Przyjemny w odbiorze tekst, który odpowiada na pytania klienta, i tak zrobi dla Twojego sklepu więcej pożytku niż opis naszpikowany słowami kluczowymi.

Podsumowanie. Checklista na skuteczny opis produktu z AI

Tak jak wspominałem, AI może dla Ciebie stworzyć opis, który brzmi poprawnie. Żeby jednak przekonywał do zakupu, potrzebuje od Ciebie konkretów: wiedzy o klientach, informacji spoza tabelki producenta i jasnych zasad, jak ma brzmieć tekst. Zanim opublikujesz nowy opis albo zabierzesz się za optymalizację starych, przejdź przez tę krótką checklistę:

  • Czy wiesz, do kogo piszesz/kto jest Twoim klientem?
  • Czy wrzuciłeś AI coś więcej niż standardową specyfikację od producenta?
  • Czy przy cechach produktu wskazałeś klientowi, co dzięki nim zyskuje?
  • Czy zamiast pustych zwrotów typu „wysoka jakość” w tekście są konkrety?
  • Czy w swoim opisie zawarłeś odpowiedzi na potencjalne/najczęstsze pytania swoich klientów?
  • Czy ton, którego używasz pasuje do Twojej marki i jest taki sam w każdym opisie?
  • Czy tekst jest czytelny i można zauważyć najważniejsze informacje w kilka sekund?
  • Czy frazy kluczowe brzmią naturalnie?
  • Czy opis jest unikalny, a wszystkie parametry zgadzają się z rzeczywistością?

Wklej tę listę razem ze swoim opisem w ChatGPT, Gemini albo Claude i poproś: „Sprawdź mój opis produktu według tej checklisty i wskaż, co warto poprawić”. Pamiętaj, że idealne opisy nie istnieją, ale jeśli Twój spełni wszystkie powyższe kryteria, to możesz być pewien, że ułatwisz klientowi podjęcie decyzji, a sobie zwiększysz szansę na sprzedaż.

A jeśli ciekawi Cię, jak jeszcze możesz wykorzystać sztuczną inteligencję w swojej pracy, sprawdź nasz artykuł w którym pokazujemy, jak tworzyć automatyczne notatki ze spotkań z AI.

29 września 2026 0 komentarzy
0 FacebookTwitterLinkedinEmail
Młoda kobieta i mężczyzna wspólnie pracują przy laptopie w biurze podczas nauki digital marketingu
Praca w marketingu

Jak w rok przejść od juniora do specjalisty ds. marketingu?

przez Damian Żyła 3 września 2026

Od juniora do specjalisty ds. marketingu w rok

Jesteś juniorem ds. marketingu lub studentem, który od kilku miesięcy bezskutecznie szuka pracy w tym obszarze? A może jesteś pracodawcą, który myśli o zatrudnieniu studenta, ale obawiasz się, że nie będziesz w stanie zapewnić mu odpowiednich warunków rozwoju i cała ta inwestycja okaże się nietrafiona? Bez względu na to, po której stronie jesteś, mamy coś dla Ciebie. 

W tym artykule razem z Przemkiem pokażemy Ci kulisy naszej ponad rocznej współpracy. Ja opiszę swoją perspektywę, studenta, który stawiał swoje pierwsze kroki w branży i w ciągu roku przeszedł drogę od juniora do specjalisty ds. marketingu. Przemek z kolei podzieli się swoimi spostrzeżeniami jako zleceniodawca. Dowiesz się, na co zwracał uwagę przy zleceniu zadań dla nowego współpracownika i co jego zdaniem jest najważniejsze przy efektywnym poprowadzeniu go od juniora do specjalisty.

Moje doświadczenie podczas szukania pierwszej pracy w marketingu

Jeszcze rok temu mierzyłem się z problemem, który spotyka większość studentów poszukujących pracy w digital marketingu. Doświadczenie. A w zasadzie jego brak. Bardzo zależało mi na znalezieniu pracy w branży. Jednak kiedy przeglądałem dziesiątki, a nawet setki ofert na poziomie juniora, to za każdym razem widziałem ten sam trend, a mianowicie wymóg: „Przynajmniej rok doświadczenia na tym lub podobnym stanowisku”.

Aż chciałoby się zadać pytanie: jak mam zdobyć rok doświadczenia, skoro w każdej ofercie na najniższym możliwym stanowisku wymagają rocznej praktyki?

Na tym etapie byłem tylko studentem II stopnia dziennikarstwa i komunikacji społecznej na specjalizacji Projektowanie komunikacji i media interaktywne, gdzie co prawda miałem przedmioty typu copywriting, tworzenie stron internetowych czy fotografia reklamowa, ale była to w dużej mierze wiedza, której nie miałem możliwości wykorzystać w dotychczasowej pracy.

Do tego dochodził wcześniejszy licencjat z gospodarki cyfrowej i tamtejsze zajęcia z tworzenia kampanii w Google Ads oraz kilkanaście certyfikatów z darmowych kursów internetowych.

Jak dostałem pracę w marketingu?

Poszukując pracy związanej z marketingiem internetowym, przeglądałem najpopularniejsze serwisy z ofertami pracy: OLX, Pracuj.pl, Jobs.pl, Aplikuj.pl, pl.indeed.com i rocketjobs.pl. Finalnie to na tej ostatniej platformie znalazłem ogłoszenie Przemka, które zaintrygowało mnie przede wszystkim tym, że nie zawierało wcześniej przytoczonej formułki o wymaganym doświadczeniu, a do tego sprawiało wrażenie, że poszukuje on partnera do współpracy, a nie świeżaka, który ma zarabiać minimalną, ale pracować jak doświadczony specjalista.

Miałem świadomość, że trafiłem na ogłoszenie, które jest „perełką”, a zatem i przyciągnie wielu zainteresowanych. Wiedziałem, że przy dużej konkurencji, żeby zwiększyć swoje szanse na przejście do kolejnego etapu, muszę się czymś wyróżnić. Należało więc przyjąć odpowiednią strategię.

Na pierwszym etapie rekrutacji wspomniałem, a w kolejnym podesłałem projekty, które realizowałem podczas studiów. Było to 5 tekstów copywriterskich oraz projekt kampanii laptopów gamingowych w Google Ads. Do tego na zadane kilkanaście pytań odpowiadałem obszernie, starając się pokazać, że wiem, o co chodzi w marketingu.

Poza tym działałem w kole naukowym, a na Linkedinie wrzucałem relacje z moich wystąpień na konferencjach, co później Przemek podsumował słowami: „Widziałem na Twoim profilu, że występujesz na konferencjach i to jest super, że angażujesz się w dodatkowe aktywności, znajdujesz jakiś problem naukowy, który chcesz później rozwiązać.” Kolejna cegiełka, która przybliżyła mnie do zdobycia wymarzonej pracy.

Ostatnim etapem rekrutacji była rozmowa na Meecie, gdzie Przemek opowiedział mi o sobie, swojej pracy w marketingu, ale też o planach związanych z naszą potencjalną współpracą. Od początku nawiązaliśmy wspólny język, a wcześniejsze dobre wrażenie zbudowane na starannie przygotowanym CV i dodatkowych materiałach z zakresu marketingu sprawiło, że to właśnie mnie Przemek wybrał na swojego współpracownika.

Młody specjalista ds. marketingu planuje strategię otoczony hasłami: digital, branding, reklama i research

Najważniejsza rada związana z szukaniem pracy

Aplikując na jakieś stanowisko, warto przyjąć perspektywę pracodawcy czy zleceniodawcy. W ciągu miesiąca do Przemka zgłosiło się ponad 500 osób. Pół tysiąca zgłoszeń, które w zdecydowanej większości zawierają te same banały na temat „komunikatywności” i „wielozadaniowości” oraz opisy doświadczenia na stanowisku, które brzmią, jakby dotyczyły obsługi myśliwca F-16, a zazwyczaj to obsługa klientów w sklepie. Tak tak, sam tak opisywałem swoje :D.

Twój przyszły pracodawca czy zleceniodawca musi dostać pretekst, do tego, żeby to akurat Ciebie przepuścić do kolejnego etapu.

Dlatego też nie poprzestałem na zwykłym CV i postanowiłem pokazać swoją kreatywność, dorzucając do aplikacji coś więcej, czego znaczna część osób pewnie nie zrobiła.

Nie muszą to być tylko projekty tworzone na studiach. W zgłoszeniu możesz zawrzeć teksty copywriterskie, które pisałeś do szuflady w ramach treningu, landing page tworzony w ramach hobby, czy grafiki, które pozwoliły Ci poprawić umiejętności graficzne. Każda dodatkowa rzecz może okazać się pomocna przy wyróżnieniu się z szarej masy i zdobyciu pracy w szeroko rozumianym marketingu cyfrowym.

Jeśli jeszcze tego nie robiłeś, to koniecznie spróbuj, a zobaczysz, że liczba odpowiedzi od potencjalnych pracodawców wzrośnie.

Praca  jako młodszy specjalista ds. marketingu

Początki zawsze bywają ciężkie. Nowe środowisko, nowe obowiązki i nowe narzędzia.

Na szczęście jako początkujący specjalista nie zostałem rzucony na głęboką wodę. Zająłem się wewnętrznymi tematami związanymi ze stroną pskrawiec.pl. Planowałem i pisałem artykuły na naszego bloga, wdrażałem drobne poprawki wizualne na stronie internetowej, pracowałem nad newsletterem, a z czasem zacząłem zajmować się projektami klienckimi, gdzie tworzyłem prezentacje ofertowe i pisałem copy do reklam na Facebooku.

W tamtym momencie wypracowaliśmy bardzo prosty, a zarazem skuteczny system działania. Podczas regularnych rozmów Przemek opowiadał mi o projekcie, tłumaczył mi jego cel, ale przede wszystkim dawał mi wolną rękę w trakcie realizacji zadań. Dzięki temu mogłem sam opracować dany temat, a na końcu podrzucałem go Przemkowi do wglądu. On weryfikował to, co przygotowałem i podsyłał mi ewentualne wskazówki, co można by poprawić. Następnie wprowadzałem drobne zmiany i wtedy wysyłaliśmy materiały do klienta.

Dzięki dużej niezależności czułem, że jestem traktowany jak pełnoprawny partner, a to z kolei pozwoliło mi nabrać pewności siebie w kolejnych działaniach.

Jak uczyłem się nowych rzeczy?

Dotychczas, chcąc się czegoś dowiedzieć lub nauczyć, przerabiałem internetowe kursy, oglądałem poradniki na YouTube i czytałem artykuły. Problem polegał na tym, że często nie miałem jak sprawdzić zdobytej wiedzy w praktyce. Mogłem oglądać masę poradników na temat copywritingu SEO, ale bez rzeczywistych zleceń ciężko mi było się zmotywować, żeby szlifować warsztat, pisząc teksty do szuflady, byle tylko poprawić styl.

W trakcie kolejnych tygodni pracowaliśmy nad zleceniem dla klienta z branży transportowej. Naszym zadaniem było przygotowanie kilkunastu tekstów ofertowych. Podczas ich realizacji poznałem narzędzie Contadu, które znacząco ułatwiło mi tworzenie lepszych tekstów pod SEO. Do tego nauczyłem się efektywniej wykorzystywać AI przy tworzeniu i planowaniu treści.

Podobnie było z tworzeniem kampanii. Co dwa tygodnie miałem z Przemkiem szkolenia z poszczególnych paneli reklamowych: Meta Ads, Google Ads, TikTok Ads, LinkedIn Ads. Wyjaśniał mi na nich najważniejsze funkcje, jak prawidłowo ustawić kampanie i których błędów należy unikać. Następnie przy okazji projektów klienckich łączyliśmy się na Meecie, udostępniałem ekran i ustawiałem reklamy, a Przemek weryfikował, czy wszystko dobrze zapamiętałem.

Na początku ciężko mi było opanować wszystkie opcje, ale już po kilku ustawionych kampaniach zadziałała pamięć mięśniowa i wszystko stało się proste. Dlatego teoria + praktyka, to najlepsze połączenie 😉

Ekran komputera z komunikatem o błędzie jako symbol pomyłek w pracy na drodze rozwoju zawodowego

Błąd, który nauczył mnie najwięcej

Sporo było pozytywnych rzeczy, więc czas też wspomnieć o błędach. Jak to mówią: „Nie myli się tylko ten, co nic nierobi.” Co zabawne błąd ten nie dotyczył źle ustawionej kampanii, która kosztowała klienta utratę pieniędzy, a zwykłej międzyludzkiej komunikacji.

Podczas jednego ze spotkań online omawialiśmy z klientem jego stronę internetową. Chciałem nieco rozluźnić atmosferę. Rzuciłem więc żartobliwy komentarz na temat jednej z funkcji na stronie. W mojej głowie zabrzmiało to jak niewinny żart, ale odniosłem wrażenie, że klient raczej odebrał moje słowa jako złośliwy przytyk.

Zamiast ocieplić relację, sprawiłem, że zrobiło się trochę niezręcznie. Zapomniałem o jednej zasadzie. Ktoś, z kim poza kilkoma sztywnymi mailami nie masz większego kontaktu, nie zna Cię i Twojego poczucia humoru. Coś, co dla mnie było luźną uwagą na temat strony www, przez klienta mogło być potraktowane jak atak na jego biznes. 

Od tamtej pory do komunikacji z klientem podchodzę z większą ostrożnością. Stawiam na pełen profesjonalizm i komunikuję się tak, by klient czuł się w 100% komfortowo. 

Gdzie jestem po roku współpracy?

Przez rok pracy zrealizowałem łącznie siedem projektów. Zawierało się w nich kilkanaście kampanii reklamowych w systemach Meta Ads oraz Google Ads. Do tego doszły działania w obszarze email marketingu, copywritingu, tworzenia sklepów internetowych i sporo praktycznej pracy z analityką.

Od trzech miesięcy prowadzę kampanie dla jednego z klientów w zasadzie samodzielnie. Odpowiadam za tworzenie reklam, ich regularne optymalizacje, tworzenie grafik i kontakt z klientem. Z Przemkiem łączę się na callach wyłącznie wtedy, gdy musimy skonsultować najważniejsze kwestie strategiczne.

Poza tym skończyłem kilka dodatkowych kursów i mocno wszedłem w świat sztucznej inteligencji. Uczę się wykorzystywać zaawansowane narzędzia do automatyzacji, takie jak Claude Code. Wszystko po to, żeby rozwijać swoje kompetencje, pracować mądrzej, szybciej i przede wszystkim dostarczać klientom lepsze wyniki.

Jak zostać specjalistą ds. marketingu w rok?

Oto kilka najważniejszych porad, które moim zdaniem będą dla Ciebie pomocne przy poszukiwaniu pierwszej pracy i zwiększaniu swoich kompetencji na stanowisku juniora.

1. Rób darmowe kursy (Google Skillshop, Claude Skilljar itp.)

Wykorzystaj strony z darmowymi kursami online do wyróżnienia się wśród kandydatów, a nawet jeśli już znalazłeś pracę, to i tak doskonały sposób na podnoszenie swoich kwalifikacji. Po zdobyciu certyfikatów nie wrzucaj ich wszystkich do CV, żeby nie przesadzić z objętością. Zamiast tego zbuduj profesjonalny profil na LinkedInie i tam podepnij wszystkie certyfikaty. Twój przyszły pracodawca na pewno je znajdzie. 

Darmowe kursy, którymi warto się zainteresować:

  • Google Ads i Google Analytics: https://skillshop.withgoogle.com
  • Claude (Claude 101, Claude Code 101, Claude Cowork): https://www.anthropic.com/learn
  • Umiejętności Jutra AI (w kwietniu 2026 zakończyła się 3 edycja, warto regularnie sprawdzać kiedy ruszy nabór do 4 edycji): https://rsvp.withgoogle.com/events/umiejetnoscijutra/
  • Marketing, social media: https://www.parp.gov.pl/component/site/site/kursy-online

2. Angażuj się w dodatkowe aktywności na uczelni

Jeśli nadal studiujesz i szukasz pracy rozważ dołączenie do jakiegoś koła naukowego. Na uczelniach jest ich cała masa i na pewno znajdziesz coś związanego ze swoimi zainteresowaniami. Następnie możesz wystąpić na jakiejś konferencji, a później oczywiście pięknie to opisać na Linkedinie ;).

No i co najważniejsze, dzięki aktywności naukowej znacząco podnosisz swoje szanse na otrzymanie stypendium. Comiesięczne otrzymywanie blisko 1000 zł na konto, to bardzo przyjemny dodatek do studenckiego budżetu. Gdybym raz jeszcze zaczynał studia, to od razu na 1 roku dołączyłbym do koła naukowego ;).

3. Nie załamuj się niepowodzeniami

Nie zniechęcaj się kolejnymi odmowami. Szukanie pierwszej pracy to trudny i monotonny proces. Staraj się wyciągać wnioski z każdej odbytej rozmowy rekrutacyjnej (o ile firma jest na tyle życzliwa, żeby udzielić Ci rzetelnego feedbacku) i cały czas aplikuj. W końcu kiedyś musi się udać!

4. Kiedy już złapiesz pracę, zaangażuj się jeszcze bardziej

Niektórym wydaje się, że jak wreszcie zdobyli pracę, to mogą porzucić kursy, naukę i na spokojnie pracować. Tak naprawdę dopiero teraz zaczyna się prawdziwa nauka. Masz wreszcie okazję testować całą wiedzę z kursów na prawdziwych budżetach i projektach. Pytaj bardziej doświadczonych specjalistów o rady. W końcu oni mają już za sobą lata pracy i znają trudności, z którymi przyjdzie Ci się zmierzyć. Pozwoli Ci to uniknąć wielu błędów nowicjusza, a swoje i tak koniec końców popełnisz.

Do tego bądź na bieżąco z nowinkami. Śledź trendy z zakresu marketingu internetowego, rozwijaj umiejętności analityczne i te związane z kreacją treści, a z tygodnia na tydzień będziesz stawał się coraz lepszym specjalistą.

5. Rób więcej, niż od Ciebie oczekują

Zawsze podchodź do obowiązków rzetelnie i ambitnie. Jeśli klienci zobaczą Twoje zaangażowanie, sami zaczną chwalić współpracę i polecać Ciebie lub agencję dalej. Taka postawa bardzo szybko odbije się na Twoich zarobkach. Zadowolony klient to zadowolony szef i Ty, bo kto z nas nie lubi słuchać komplementów? 😉

Mężczyzna w stroju biznesowym idzie z laptopem na tle miasta, symbolizując drogę od juniora do specjalisty

Okiem Przemka – perspektywa zleceniodawcy 

Kiedy opublikowałem ogłoszenie, nie szukałem gotowego specjalisty. Szukałem kogoś, kto chce się rozwijać i jest w stanie to pokazać, zanim jeszcze usiądziemy do rozmowy.

W ciągu miesiąca dostałem 570 zgłoszeń. Już na etapie przeglądania CV zwracałem uwagę tak naprawdę na jedną rzecz: czy kandydat napisał coś więcej niż jedno zdanie w formularzu, czy dosłał coś od siebie. Zrobiła to może co czwarta osoba.

Z tych 570 zgłoszeń do rozmowy zaprosiłem finalnie 7 osób. Podczas spotkań mniej pytałem o doświadczenie, a więcej o to, czy dana osoba wie, do kogo aplikuje, czy traktuje to jako poważny kierunek rozwoju i czy potrafi jasno się komunikować. Doświadczenie można zdobyć w miesiąc czy dwa, ale nastawienia nie da się nauczyć na kursie.

Damiana wybrałem nie dlatego, że miał najbogatsze doświadczenie. Wybrałem go, bo sam z siebie dosłał dodatkowe materiały. Widziałem w nim inicjatywę i od pierwszego kontaktu było jasne, że chce się rozwijać, a nie tylko odbębnić kolejny etap rekrutacji.

Dziś po ponad roku współpracy, Damian samodzielnie obsłużył siedem projektów w obszarze Meta Ads, analityki, email marketingu i content marketingu, a ja patrzę na jego rozwój z dużą satysfakcją.

Ciekawi Cię jak dokładnie wyglądała i ile kosztowała rekrutacja? Zerknij na artykuł Przemka, w którym szczegółowo opisał cały proces i podzielił się konkretnymi liczbami.

Podsumowanie

Droga do pierwszej pracy w marketingu i późniejsze przejście z juniora na specjalistę nie prowadzi przez ładne CV i dobre pierwsze wrażenie. Kluczem jest inicjatywa, konsekwencja i robienie więcej, niż ktoś od Ciebie oczekuje.

Rozwój młodego pracownika i zadowolenie pracodawcy to nie kwestia szczęścia, tylko nastawienia po obu stronach: chęci rozwoju pracownika i modelu, w którym junior dostaje przestrzeń na prawie samodzielne realizowanie zadań. 

Mamy nadzieję, że nasza historia przypadła Ci do gustu, a rady, którymi się podzieliliśmy, przydadzą Ci się przy szukaniu pierwszej pracy albo pierwszego współpracownika. 

Trzymamy kciuki, żeby się udało!

3 września 2026 0 komentarzy
0 FacebookTwitterLinkedinEmail

Kategorie

  • Automatyzacja zadań (3)
  • Content marketing (2)
  • Facebook Ads (6)
  • Google Ads (4)
  • Kursy online (1)
  • LinkedIn Ads (1)
  • Praca w marketingu (1)
  • Reklama internetowa (3)
  • Reklamy Lead Ads (7)
  • Sklepy internetowe (5)
  • TikTok Ads (2)

Kontakt

Przemysław Krawiec

Masz do mnie pytanie? Chcesz porozmawiać o współpracy lub skonsultować swój temat? Napisz: kontakt@pskrawiec.pl.

  • wrzesień 2026
  • lipiec 2026
  • czerwiec 2026
  • maj 2026
  • styczeń 2026
  • kwiecień 2024
  • marzec 2024
  • luty 2024
  • grudzień 2023
  • sierpień 2023
  • marzec 2023
  • luty 2023
  • listopad 2022
  • wrzesień 2022
  • kwiecień 2022
  • Linkedin
  • Email

@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign


Wróć na górę
Pskrawiec.pl
  • Strona główna
  • Odbierz prezent
  • Blog
    • Facebook Ads
    • LinkedIn Ads
    • Sklepy internetowe
    • Lead Ads
  • O mnie
  • Usługi
    • Facebook Ads
    • Google Ads
    • LinkedIn Ads
    • TikTok Ads
    • Content marketing
    • Konsultacje
  • Opinie
  • Kontakt
Pskrawiec.pl
  • Strona główna
  • Odbierz prezent
  • Blog
    • Facebook Ads
    • LinkedIn Ads
    • Sklepy internetowe
    • Lead Ads
  • O mnie
  • Usługi
    • Facebook Ads
    • Google Ads
    • LinkedIn Ads
    • TikTok Ads
    • Content marketing
    • Konsultacje
  • Opinie
  • Kontakt
@2019 - All Right Reserved. Designed and Developed by PenciDesign